wtorek, 31 maja 2011

6. Śmierciożerca.

Camille od rana nie mogła znaleźć swojego wybranka serca. Samotnie przechadzając się po korytarzu, usłyszała dziwny głos z jednej z toalet. Taki... wężowaty.
- Severusie, czy mogę liczyć na twoje zaufanie?
Severusie? Cami o mało nie padła. Podeszła do drzwi.
- Oczywiście - odrzekł Snape.
- Dumbledora męczy już starość, nawet się nie zorientuje - ironicznie powiedział... Draco?!
Cami poczuła kłucie w sercu. Znów ją ignoruje?
- Chyba ktoś nas podsłuchuje - mruknął Snape.
Podszedł energicznie do drzwi. Otworzył je. Zobaczył tam Camille.
- Panna Camille? Wynocha stąd - warknął.
Cami zgodziła się, po cichu odeszła. Usłyszała tylko, jak Snape mówi:
- Nikogo tam nie było, panie.

Po kilku godzinach zauważyła Dracona na korytarzu. "Przygwoździła" go do ściany.
- Co to miało być? - warknęła.
- Ale co?
- Słyszałam twoją rozmowę ze Snape'm i kimś. Kto to był?
- Nikt...
- Mów.
- Nie...
Cami użyła niezawodnego sposobu na wyciąganie od Draca odpowiedzi. Włożyła mu ręce pod koszulkę i zaczęła delikatnie masować.
- Powiedz.
Draco zarumienił się i wyszeptał:
- Czarny Pan...

Czarny Pan... Cami się zastanowiła .
- Tylko śmierciożercy mówią Czarny Pan!
Zarumienił się jeszcze bardziej.
Cam w tym czasie zaczęła mu się dobierać do rękawa.
Podwinęła mu go. Co tam zobaczyła ? Czarny znak.

- Co to jest, Malfoy? - Cami zdenerwowała się nieco, ale i tak stała przy nim bardzo blisko i jeździła palcem po Czarnym Znaku.
- Cami, nie ważne...
- Ważne - zaczęła obcałowywać jego policzek.

Draco to uwielbiał.
- Nie... Nie mogę...
Zaciągnęła go do łazienki.
Weszli do jednej z kabin.
Cami zaczęła go całować w usta. Zaczęła mu masować tors jedną ręką. Drugą wczepiła w jego włosy. Wiedziała że to uwielbia.

Pomiędzy pocałunkami Draco wyszeptał:
- Wybacz, nie mogę.
Cami wsunęła mu ręce w spodnie. Poczuła jego jędrne uda.
- Powiedz.
Draco odsunął ją trochę.
- Jestem śmierciożercą.
Cami zaczęła rozpinać mu koszulę.
- Nie przeszkadza mi to - zamruczała.

Zdjęła mu koszulę. Miał taką piękną klatkę piersiową. Przejechała po niej rękoma.
- Cami, jestem mordercą - szeptał.
- Chcesz mnie przekonać, żebym zmieniła co do ciebie zdanie?

- Nie... Chcę ci wyznać prawdę. Za bardzo cię kocham by cię okłamywać.
- Za pewne śmierciożerstwo to nie jedyne twoje grzeszki. Ostatnio słyszałam, że chodzisz z Zabinim palić?
- Tak... To prawda. - opuścił głowę - Żałuję tego. Ale...
-  Co ale ? - zapytała odpinając mu rozporek.
- Ja nie mogę przestać być śmierciożercą. Ja musze to zrobić dla mojej rodziny. Nie chcę tego , ale inaczej Czarny Pan zabiłby mnie i całą moją rodzinę...

- Nie martw się. Smoking is sexy - zachichotała. - I śmierciożercy też - dodała po chwili.
- Czyli... Kochasz mnie nawet jeżeli kogoś zabiłem ? !
- A kogo ?

Draco opuścił głowę.
- Kogo? - powtórzyła Cami.

Nie odpowiedział.
- Draco, proszę. Odpowiedz mi. Obiecuję, że cię nie uderzę.
- Chicałaś mnie uderzyć? - zbulwersował sie
- Tak... Ale nie chcę.

- Cami...
- No przepraszam, ale czasem ogarnia mnie taka złość, że nie radzę sobie. Dziwisz się? Zdradzasz mnie i mordujesz ludzi.

Draco zamilknął.
- To jak, kogo zamordowałeś?
- Planujemy zabić Dumbledora.
Cami przygryzła wargę. Widać było że powstrzymuje się przed uderzeniem Malfoya.

- A kogo zabiłeś ?
- Nie ważne...
- KOGO ! - Cami puszczały nerwy.  Już podnosiła rękę.
- Spokojnie - złapał ją za rękę, która unosiła się ku górze.
Delikatnie masował ją swoimi palcami.
- Powiem ci, chociaż nie powinienem tego robić... Ja nikogo nie zabiłem. To mój ojciec uśmiercił twoją matkę.
Po jej policzkach popłynęły gorzkie łzy rozpaczy, które Draco szybko otarł dłonią.
- Spokojnie, Cami. Przepraszam cię za mojego ojca - przytulił ją.
Poczuła ciepło gołej klaty.
-  Ja... Przez całe życie żyłam z myślą że moja matka zginęła w magicznym wypadku.
- A ja przez całe życie żyłem z myślą, że w mojej krwi płyną wspomnienia ze śmierci matki osoby, która jest dla mnie najważniejsza.
- Draco. - i Cami wtuliła się w niego zalewając się  łzami.
Chłopak zaczął całować ją w szyję.
- Przepraszam cię, Cami. Wiem, że żyłaś przez trzynaście lat w otoczeniu trzech mężczyzn, teraz doszedłem ja, który jestem śmierciożercą. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale jesteś silna i wytrzymasz.
- Skąd wiesz, że jestem silna?
- Nikt, kto ze mną wytrzymuje nie może być słaby - puścił jej oko.

- Ale... - zabrakło jej słów, więc zaczęła go całować. Całowała go tak jak nigdy. Tak drapieżnie. Tak uwodzicielsko. Tak... TAK!
Draco zaczął dyszeć. Powoli dobierał się do jej biustu.
- Dracuś, może się ubierzemy i dokończymy w dormitorium. Bo wiesz, tak się składa że mam wolną noc - oblizała wargi.
- Dobrze. - i jako że było już późno a korytarzu nikogo nie było wziął ją w ramiona. Niósł ją przez korytarze i schody. Cami stwierdziła że jest bardzo silny.
- Mrraw, skąd masz te muły, mięśniaku? - zachichotała Cam, gdy wchodzili do pokoju głównego.
Draco zaniemówił. Patrzył się pusto przed siebie. Cami spojrzała w to samo miejsce. Ujrzała tam Snape'a. Słyszał dokładnie co mówili dwaj nastolatkowie w bieliźnie.

- Panno Camille. Minus 100 punktów dla SLytherinu. - i sobie poszedł.
Poszli do dormitorium i zrobili coś. Powiemy wam co, jak skończycie osiemnaście lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz