sobota, 28 maja 2011

3. Wredny Snape.

Jesteśmy w wielkiej sali. Konsumujemy obiad. Od nieszczęśliwego incydentu nad jeziorem minęło już pięć dni. To miłe że nawet McGonnagal się tym zainteresowała. Z wielkim bólem odjęła Gryffindorowi aż ... 400 punktów. Jako że to początek roku są kilka rubinów na minusie. Oj , nawet nie kilka. Jakieś... 390. Bo oczywiście to Granger coś zarobiła. Ale mniejsza z tym. Dziś na obiad... Wszystko. Dosłownie. Można było wybierać między skrzydełkami, sałatką ziemniaczaną , śledziami . Były dania z Grecjii, Włoch i  innych państw. Był na przykład bigos. I oczywiście drugi polski akcent który stał tylko na nauczycielskim stole.  Wódka. Hmm... Chyba była mocna bo Hagrid już się zataczał. O Emo Albusiku nawet nie ma co mówić. Śpi se staruszek napity na ramieniu wicedyrektorki.
- Ech. Lubię polskie jedzenie. - powiedziała Caro zjadając już chyba 7 pieroga ruskiego.
- A ja wolę Grecką. - mówił Draco zajadając się serem feta.
Cami i tak lubiła jedzenie angielskie. Tak zwane ' fish and chips ' w zupełności jej odpowiadało.
- To co  - powiedziała Caro zbierając się . - Co teraz masz Cami ?
- Ja maaaam... - na jej twarzy pojawiła się mina myśliciela - eliksiry.
- Ja też - Caro zrzędła mina - nienawidzę Snape'a. 
- Dlaczego? - zdumiał się Draco.
Jak widać on miał dobre porachunki ze Snape'm, bo profesor właśnie przeszedł i przyjacielsko zmierzwił Draconowi włosy. Dziewczyny bardzo się zdumiały.
- Dzień dobry. - spojrzał spod byka na dziewczyny i poszedł .
- Dobry ? Czy aby na pewno dobry ? - spytała się sama Caro - NIE ! Bo są eliksiry !
Draco uśmiechnął się lekko. Wyglądał wtedy taak słodko.

Weszli do sali.
- Siadajcie i wyciągnijcie podręczniki.
Caro ze smętną miną wyciągała podręcznik.  Usiadła razem z Draciem i Cami. 
- Panna Caroline, co to blablablabla - zaczął ją wypytywać o wiele rzeczy, których Caro nawet nie zrozumiała.
- Yy... Nie wiem? - zarechotała Caro.
- Jeżeli pani nie poprawi się panna w nauce, nie zaliczę pannie eliksirów - dodał z wrogą miną. - Uważam, że będzie konieczna interwencja pana Malfoya.
Cami znów poczuła zazdrość.
- Że... korepetycje? - zdumiał się Draco.
- Tak. Jak najwięcej i jak najczęściej. Żeby panna Caroline nie została wydalona ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- ŻE CO ?! - wrzasnęła - To że nie rozumiem co pan do mnie mówi nie znaczy że jestem jakimś durniem i nieukiem !
- Niech panna przestanie tak wrzeszczeć ! - wrzasnął Snape
- Ale nikt tego nie zrozumiał ! Nawet Draco !  - odwrzasnęła
- Pan Malfoy mnie zrozumiał. Prawda?
- No w sumie - burknął blondyn.
- Pff. ...No... Ale... TY ZDRAJCO! - wrzasnęłą
- Proszę nie wrzeszczeć na swojego korepetytora! Zaczynacie dziś. O szesnastej.
- Ale o szesnastej miałem się spotkać z Cami - nieco się zdenerwował
- Panie Malfoy. Czy chce pan 6 na koniec roku...
- No tak...
- TO KURDE PRZESTAŃ GADAĆ I DAWAJ JEJ DZISIAJ TE KOREPETYCJE IDIOTO ! <snape bulwers>
- Proszę się tak do niego nie wyrażać! - wrzasnęła Cami.
- TY... SZLAMO ! JAK ŚMIESZ MI PRZERYWAĆ ?!
- ONA NIE JEST SZLAMĄ! - ryknął Malfoy wstając.
- Cami ma czystą krew! Jej przodkowie to czarodzieje! - Caro obroniła nieco Cami.
- Na pewno... - Snejp sie uspokoił . - A czy Cami ma to ? - pokazał znak na swojej stopie to? - i zdjął buta. Co wrażliwsze osoby zemdlały. Draco też. Smród był prawie nie do wytrzymania. Caro wyczarowała sobie na głowie kulkę , dzięki czemu nie musiła wdychać tych oparów. NA jego okropnej stopie z toną odcisków , kurzajek i z czarnymi paznokciami był znak. Była to jakby iskierka tryskająca z patyka (można się było domyślić że to różdżka).
Cam się zamyśliła. Nigdy aż tak dobitnie się nie przyglądała swojej stopie w porównaniu chyba do Snejpa. Niestety zaczynała już myśleć coraz mniej trzeźwo , bo nawdychała się oparów.
- To co, ja też mam teraz pokazać swoją stopę? - zdumiała się Cam.
- TAK! <snape bulwers x2>
Cami odsłoniła swoją stopę. Snape ujrzał tam czarny znak. Ale w sensie że nie taki śmierciożerczy, tylko ten czarodziejczy.
- NIE WIERZĘ CI ! - i zaczął swoją brudną stopą pocierać o jej stopę by to zetrzeć
- FUUJ! - Cami sięgnęła po nóż aby odciąć sobie stopę.
Zatrzymała ją ciepła ręka. Ciepła ręka Harrego.
- Po...
- Nie rób tego. Ja przez Snape'a też miałem myśli samobójcze. Ale się nie dałem. - ' widać ' pomyślała Cami po jego wyglądzie emosa.
- Przecież jesteś emo.
- Nie jestem emo!
- Jes... - urwała, bo Potter pocałował ją w usta. Dobrze, że Draco jest nieprzytomny.
- Pfu! - Cami się od niego oberwała i wypluła ślinę. Na Pottera.
- FU! - krzyknął Snape.
- Bywa. - powiedziała Caro i wzięła Cami pod ramię.
- Ej no dobra... - say Cami- Caro , Draco cię będzie traktował ulgowo! Będę tam z tobą chodziła!
- No ... okej. - Caro zrobiła skwaszoną minę. - Ale ! Mam jeden warunek. Musi pan najpierw włożyć stopę do buta i oczyścić powietrze w całym zamku, na błoniach , w Zakazanym Lesie i wodę w jeziorze , bo opary z pana stóp są trujące.
- Zgoda!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz