Eliksiry. Cami niestety siedzi z Draconem.
- Cami? - zaczął.
Dziewczyna wstała napięcie. Nie zważając na to, że jest połowa zajęć wyszła obrażona z klasy.
Dracon złapał ją w końcu na korytarzu, dwa dni po zdarzeniu na eliksirach. Położył ręce na jej talii.
- Camille, ile ty masz zamiar mnie unikać? - warknął.
- Mam cię zamiar unikać do końca życia. - i zmieniła kierunek.
- Cami! - dogonił ją.
- Czego chcesz?! - warknęła.
- Chcę cię przeprosić - zrobił minę szczeniaka
- Za późno.
- Czemu ? - oczy mu się szkliły.- Cami, ja cię kocham. To było tylko takie zauroczenie.
- Jak Caro nią była , to mną tylko też się zauroczyłeś.
I padł przed nią na kolana.
- Cami, nikogo tak jeszcze nie kochałem. Tak, przyznaję że miałem mnóstwo dziewczyn. Ale tylko ty... Tylko ty dla mnie istniejesz. Nikt inny nie jest dla mnie taki dobry. Tak cię kocham. Jesteś idealna. - i z jego oczu popłynęły łzy.
- Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć. Nie umiesz poruszyć inaczej serca dziewczyny niż tylko je raniąc, przykro mi. Idź lepiej pracować pod latarnią.
I odeszła. Chwilę po tym Draco padł na podłogę jak nieżywy i zalał się łzami.
Kilka dni potem Cami siedziała sobie w korytarzu powtarzając nowe zaklęcia. Zauważyła że dużo osób zmierza w jednym kierunku. Wstała i też za nimi poszła. Doszła tak na dwór. Wszyscy stali przy ścianie w jednym miejscu. Usłyszała Caro :
- Sunąć się ! Przepuście mnie ! Ja znam tego palanta na dachu! - na dachu ?
Spojrzał na górę. Biała głowa ! Tylko niewielu miało blond włosy. Ale domyślała się który to był chłopak...
- Dracon! - wrzasnęła.
Nie usłyszał. Zobaczyła niedaleko Freda Weasleya.
- Fred! Teleportuj się ze mną na dach, błagam! - Cami dławiła się przez łzy.
- Spoko - odpowiedział i złapał ją za rękę.
Kilka sekund później usłyszała jego spokojny głos:
- Możesz już otworzyć oczy.
Tak też zrobiła. Była już na dachu. Zobaczyła obok siebie Freda, a przed sobą, oczywiście, Dracona.
- Dracon! - wrzasnęła, tym razem ze wściekłości.
- Cami. - nie patrzył na nią. - Ja już nie mam po co żyć. - spojrzał w dół - Jak mnie nie kochasz...
- Masz - energicznym ruchem przekręciła mu delikatnie głowę tak, żeby patrzył na nią.
Chwilę stali w milczeniu.
- Pocałuj mnie - szepnęła.
- Nie... Bo ty mnie nie kochasz. Ja nie mogę zrobić tego wbrew twojej woli. - nie patrzył na nią.
Cami go pocałowała. Czuła się jak w niebie. Tak jej tego brakowało...
Niestety stracili równowagę. Teraz spadali. Cami się od niego nie oderwała. Wszyscy wstrzymali oddech. Tylko jedna osoba wykrzyknęła. : Siatkonotrus! Upadli na wielką siatkę zawieszoną w powietrzu.
- Co wy na sutek Voldemorta tu robicie!? - wrzasnął Emo Albusik ze swojego okna które było obok siatki.
- Nic nic! - szepnęła Cami. - Caro ? - zobaczyła przyjaciółkę siedzącą na parapecie okna.
- Niech pan nie przeklina panie dyrektorze. - odwróciła się do niego.
- O właśnie . Panno Caroline. Miło że zna pani zaklęcia wykraczające poza tok nauczania. 50 punktów dla Ravenclawu!
- To super. - Caro machała nogami nad ludźmi stojącymi chyba 25 stóp pod nią.
- A panna Camille i pan Draco... - zamyślił się - po minus 25 punktów dla Slytherinu. Każdy! - i zamknął okno.
- Ale fajnie! - krzyknęła Caro. - Nawet tego nie znałam ! To była czysta improwizacja. - machnęła ręką
- Hahaha, Caro - Camille spróbowała usiąść na siatce.
Zrzedła jej mina jak zobaczyła obok siebie niezbyt zadowolonego Draca. Nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko się uśmiechnęła. Po chwili jednak burknęła:
- Jesteś moim ulubionym głupkiem - i puściła mu oko.
- A ty moją ulubioną... a no tak. Ty już nie jesteś moją dziewczyną...
- Zawsze wszystko da się naprawić - uśmiechnęła się zalotnie. - Może byśmy już stąd zeszli, Caro?
- No. To zejdźcie.
- Jak? Zeskoczyć i złamać sobie kark? - spytał ktoś z dołu.
- A co ? Ja mam wiedzieć ?
- Eh. Panie Emo! - zawołała do okna.
- Taaak? - spytał
- Czy mógłby pan coś zrobić żeby oni zeszli?
- Oczywiście. - i siatka zniknęła
I zaczęli spadać. Camille poszczęściło się i po upadła na Draca. Gdy to zauważyła, na jej twarzy pojawił sie wielki burak.
- Przepraszam... - wybełkotała i z niego zeszła.
- Nie szkodzi. - wychrypiał Draco.
- Coś się stało ? - spytała - Hyyyyy! - zobaczyła że jego biała głowa jest w czerwonej krwi a jego ręka sie dziwnie przekrzywiła.
- Chodź - pomogła mu wstać. - Musisz pójść do skrzydła szpitalnego.
Objęła go w pasie.
Draco się zataczał . Zaczynał już tracić przytomność. Gdy Cami i Caro ( która zeskoczyła spektakularnie z parapetu :D)doprowadziły go do szkrzydła szpitalnego zemdlał.
Położyły go wspólnymi siłami na łóżku, a same usiadły na drugim, nieco dalej.
- Szkoda mi go - westchnęła Cam.
Caro rzuciła jej podejrzliwe spojrzenie.
- No co? - zaśmiała się Camille.
- Czyli jednak ci się podoba?
- No, może troszkę... - szepnęła. - Taki słodki, kochany...
- On to słyszy - mruknął Albusik, który ni z gruszki ni z pietruszki pojawił się obok dziewcząt. Po chwili przyszedł też Fred, Zabini i... Potter.
- Czego tu szukasz? - warknął Zabini.
- Cami - uśmiechnął się Harry.
- Odwal się ode mnie - burknęła Cam, przesiadając się na łóżko, na którym leżał Draco.
- Wykorzystaj go tak samo jak on wykorzystał ciebie... pod jego nieobecność zabaw się z kimś innym - Potter był mistrzem manipulacji.
Cami była zdezorientowana. Nie wiedziała co robić.
- Cami , nie daj mu się. - ostrzegła ją Caro.
- Tak, właśnie jej słuchaj. Słuchaj tej z którą cię Draco zdradził.
Camille nie wiedziała co robić. Poczuła, że dwie osoby, które kocha... kochała, znaczy się, wbijają jej nóż w plecy.
- Masz rację, Harry...
- Cami! - ale Potter ją pocałował. - Ugh! Ja bym cie posłuchała. A teraz, Draco cie nie bdzie chciał kochać. - i wyszła. Za nią poszli Fred i Zabini. Albusik też poszedł , ale tylko dlatego że Caro mu kazała.
Cami została sama z Potterem.
- Dlaczego to zrobiłeś? - krzyknęła.
- Ale co ? - uśmiechnął się
- Pocałowałeś mnie.
- Sama tego chciałaś
- Nie chciałam! Nie podobasz mi się.
- To czemu powiedziałaś że w sumie to prawda ?
- Że nie mam powodu, dla którego mogłabym ufać Caroline. A co myślałeś, że możesz obcałowywać każdą napotkaną dziewczynę?
- No... Nie wiem . Tylko jak mi się podoba...
- A co ty se myślisz ? Że jak pokonałeś Voldemorta to jesteś taki super ? Oj nie kotku. Chyba po prostu wpadasz w syndrom samouwielbienia.
- Cami, ale ty...
- Zamknij się! Nie chcę cię widzieć - jej głos niósł się po całym skrzydle szpitalnym.
Potter wyszedł. Cami zauważyła, że Draco zaczynał odzyskiwać przytomność. Ciekawa była, jak zareaguje.
- Cami... - wyszeptał
- Słyszałeś ? - zapytała
- Tak.
Cami spuściła głowę. Czekała tylko na to, aż Dracowi puszczą nerwy.
- I co ?
- Nic... Cami... Ja cię rozumiem. Wiem że cię to mogło zaboleć. I ... Teraz nie jestem na ciebie zły. Po prostu czuję że już wyrównaliśmy nasze porachunki.
- Ale i tak nie będzie tak jak dawniej, prawda? - szepnęła.
- Nie wiem... - zamilkł na chwilę. - To zależy od ciebie...
Cami schyliła się i dała słodkiego buziaka Dracow
- I tak cię kocham - szepnęła.
- Nie... Ja nie zasługuję na taką dziewczynę jak ty. Jesteś dla mnie za dobra...
- Bądź już cicho , bo zmienię zdanie!
- Dobrze. - i uśmiechnął się w sposób który Cami najbardziej lubiła .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz